Interpelacja w sprawie problemów dotyczących finansowania bydgoskiego Centrum Onkologii

   Szanowny Panie Ministrze! Jak donosi prasa, pacjenci bydgoskiego Centrum Onkologii z rozpoznanym nowotworem złośliwym muszą czekać na operacje. Bydgoscy onkolodzy uznają tę sytuację za skandal. Z powodu narzuconych przez Narodowy Fundusz Zdrowia limitów rosną kolejki w bydgoskim Centrum Onkologii, jedynej specjalistycznej placówce w Kujawsko-Pomorskiem, leczącej kompleksowo pacjentów dotkniętych chorobą nowotworową. Na radioterapię pacjenci czekają już cztery miesiące, na zabiegi chirurgiczne - pięć tygodni. Są lekarze, jest sprzęt, ale chorych do szpitala przyjąć nie można, ponieważ brakuje punktów na hospitalizację. Sytuacja jest nienormalna: są wolne łóżka, aparatura, kupiona za 3 miliony dolarów jest w pełni sprawna. Chodzi tylko o brak punktów. Pacjent poddany radioterapii przebywa w szpitalu pięć tygodni. Radioterapia to ciężkie leczenie, więc chory musi być przyjęty na oddział. Problemy ma również oddział chemioterapii. W czerwcu skończyły się pieniądze na niektóre drogie programy lekowe, stosowane w leczeniu raka piersi i jajnika. Miesiąc temu obiecano pieniądze oraz zapewniono, że to tylko kwestia zmiany zarządzenia prezesa funduszu. Nowe przepisy miały się ukazać lada dzień. Minęły już cztery tygodnie, a pieniędzy nie ma. Podobno w Polsce nie brakuje pieniędzy na leczenie chorych na raka. Takie zapewnienia padają z ust urzędników Ministerstwa Zdrowia i NFZ.    Deklaracje nijak się mają do tego, co dzieje się w placówkach onkologicznych. A dzieje się bardzo źle. Przede wszystkim z powodu fatalnego dzielenia pieniędzy na leczenie, a w konsekwencji marnotrawienia znacznej ich części. Dramat przeżywają pacjenci i ich rodziny, kiedy dowiadują się, że muszą się zgłosić na operację za kilka tygodni. Zanim zachorowali nieraz słyszeli, że z rakiem czekać nie wolno. Jeśli u kogoś rozpoznano złośliwego raka trzustki, żołądka czy czerniaka, to znaczy, że stwierdzono śmiertelną chorobę. Takiego pacjenta trzeba operować od razu. I koniecznie w szpitalu onkologicznym. Tylko taka placówka dysponuje odpowiednim sprzętem, mogącym zapewnić skuteczną diagnostykę i leczenie. Jak może brakować pieniędzy na zabiegi w sytuacji, kiedy 90% operowanych raków to nowotwory złośliwe? Jeśli szpital miałby przyjąć dyktat funduszu, musiałby np. odmówić pomocy 28-letniej pacjentce, która niedawno urodziła dziecko. W jej przypadku interwencja chirurga musiała być natychmiastowa. Kobieta żyje i już się uśmiecha. Przez lata jako podatnicy płacimy składki na ubezpieczenie zdrowotne, ale w sytuacji zagrożenia życia, a do takich należy choroba nowotworowa, musimy czekać na zabieg czy inne terapie. To chyba wystarczający powód, by takimi przypadkami zajął się prokurator. Walcząc o życie, będziemy jednocześnie walczyć o swoje prawa.    Wobec powyższego pytam Pana Ministra:    1. Czy prawdą jest, że pacjenci bydgoskiego Centrum Onkologii z rozpoznanym nowotworem złośliwym muszą czekać na operację?    2. Czy prawą jest, że na radioterapię pacjenci czekają już cztery miesiące, na zabiegi chirurgiczne - pięć tygodni?    3. Czy prawdą jest, że przyczyną tego stanu rzeczy jest brak punktów na hospitalizację?    4. Jakie kroki zamierza podjąć Pan Minister, aby pacjenci w bydgoskim Centrum Onkologii nie umierali z powodu kolejek?    Z poważaniem    Poseł Anna Sobecka    Toruń, dnia 9 lipca 2005 r.





producent dla reklamowe figury dekoracyjne ogrodowe figury hurtownia torebek hurtownia torebek hurtownia torebek unia europejska suknia ślubna rozwoj osobisty Podróże